Już dawno miałam zrobić zdjęcia gotowego pokoju Iguszki. Starałam się, by odpowiadał zasadom Montessori, a przy tym był zrobiony jasno, prosto i w miarę budżetowo, z tego co mieliśmy już na stanie. Biurko to blat, który wymontowaliśmy z naszego poprzedniego mieszkania przy okazji pierwszego remontu. Był biały i nieco podniszczony, więc okleiliśmy go super tanią okleiną meblową z Castoramy i teraz wygląda jakby był z jasnego dębu. Dodaliśmy dwie nóżki i kątowniki do ściany, voila niskie biurko dla dziecka gotowe :) Łóżko domek zamówiliśmy z olx, szafki są z IKEA (zostały po dawnej właścicielce naszego mieszkania), dywanik dostaliśmy od dziadków, piękna miarka wzrostu w kształcie deski surfingowej jest z Letters of Mine. Zasłony uszyłam sama z meteriału na metry z IKEA. W pokoiku nowe są tak naprawdę tylko łóżeczko i duża szafa Pax, reszta to kombinacja i tak najbardziej lubię organizować własne wnętrza ;)
Ostatnio uzależniłam się od amerykańskiego programu pt. ,, Masters of flip''. Akcja rozgrywa się w Nashville, Tennessee, gdzie młode małżeństwo kupuje zrujnowane domy, remontuje je i sprzedaje z dużym zyskiem. Oglądam odcinki z niekłamaną przyjemnością, taką samą z jaką w dzieciństwie oglądałam przemianę brzydkiego kaczątka w pięknego łabędzia, czy innego Kopciuszka. W każdym razie polecam, bo naprawdę ludzka przedsiębiorczość cieszy oko i daje do myślenia. W Polsce jest przecież tak dużo zaniedbanych budynków. Oczywiście mówimy tutaj o zupełnie innym klimacie i innej półce cenowej. Przy zakupie mieszkania do remontu z przeznaczeniem np na wynajem raczej nie pójdziemy na całość z wystrojem, tylko będziemy chcieli zorganizować wszystko jak najtaniej. Na pierwszy ogień może pójść jedno z najdroższych w remoncie pomieszczeń - kuchnia.
Jeśli uda nam się kupić mieszkanie z istniejącą zabudową i nie będziemy zmieniać umiejscowienia kuchni to wystarczy zapewne pomalować kafle, okleić lub pomalować fronty, wymienić uchwyty i całkiem ładna, niedroga metamorfoza kuchni już gotowa. Tak jak np u SOIE - link
Jeśli jednak trzeba postawić kuchnię od nowa to najtańszą opcją jest wykupienie gotowego zestawu z LeroyMerlin, Castoramy lub innego marketu budowlanego (takie zestawy kilku podstawowych szafek potrafią kosztować około 300zł). Można nawet kupić kilka takich zestawów i połączyć je w jedną kuchnię, nadprogramowe szafki wykorzystując gdzieś indziej. Zbudowaną w ten sposób kuchnię możemy także potraktować okleiną lub farbą do frontów. Możemy też wymienić fronty na takie ze sklejki. To bardzo ładny tani trend! Sklejka to wdzięczny materiał, z którego można zbudować wiele mebli, nie tylko kuchennych. Jeśli zależy nam na jakości to warto wydać więcej na obudowy szafek i dobre zawiasy np z IKEA i do nich dorobić sklejkowe fronty. Można pomyśleć o tym by nie robić szafek górnych, tylko otwarte półki - ta także będzie wyglądać ładnie, a będzie tańszym rozwiązaniem niż zabudowa pod sam sufit. Jest na pewno więcej sposobów na tanią kuchnię, ale wizualnie dziś skupiłam się na sklejce. Myślę też o wprowadzeniu jej do naszego nowego mieszkania, bo wykorzystujemy na razie (czyt. dopóki nie będziemy obrzydliwie bogaci) tanie i ładne rozwiązania, a kuchni odziedziczonej po poprzednich lokatorach przydałaby się metamorfoza.
wszystkie zdjęcia - Pinterest
Niedawno przeprowadziliśmy się do nowego mieszkania w starej kamienicy. Jest cudne! W dodatku udało nam się odziedziczyć część mebli po byłej właścicielce lokum. Dostaliśmy między innymi regał Besta z IKEA i postanowiliśmy nieco spersonalizować ten zgrabny mebel. Najłatwiej było nam poszukać nóżek i gałek w Leroy Merlin (bo tam robimy większość naszych zakupów remontowych). Na miejscu w sklepie przeżyłam szok z niedowierzaniem, bo w popularnym markecie budowlanym można dostać ładne drewniane dodatki i to w niezłej cenie - poniżej 50zł za 4 nóżki i parę drewnianych gałek w serii Inspire.
Metamorfoza szafki jest wyjątkowo łatwa ponieważ szafka ma gotowe miejsce na wkręcenie nóżek, a nóżki mają idealny do otworu wkręt ;) Wystarczy wywiercić otwory na gałki i piękna multifunkcyjna szafeczka jest gotowa!
Gdyby ktoś zastanawiał się czym pomalowaliśmy drewnianą podłogę to jest to farba do podłóg V33 jasny popiel. Najpierw szorowaliśmy podłogę papierem ściernym, potem na umytej, osuszonej podłodze położyliśmy pierwszą warstwę farby rozcieńczoną benzyną, dwa dni później położyliśmy kolejną warstwę tym razem nierozcieńczonej farby i daliśmy jej wyschnąć przez 2 dni, Efekt mógłby być lepszy gdybyśmy włożyli więcej serca w zdrapywanie starej farby olejnej papierem ściernym, ale jest ok. My jesteśmy dość zadowoleni z rezultatu. Kiedyś kiedy będzie stać nas na profesjonalne cyklinowanie odsłonimy sobie naturalny kolor deski, ale na razie wykorzystujemy tanie, ładne rozwiązania.
























