Nigdy nie wierzyłam, że sprzątanie może być zabawne, jednak od kiedy jest Iga staram się włączać ją w codzienne czynności i uatrakcyjnić je tak, by się nie nudziła. Kiedy myję naczynia daję jej do potrzymania drewnianą łyżkę i opowiadam jej co robię. Śpiewam czasem i trochę się wygłupiam przy myciu łazienki, a odkurzacz jest teraz wielce ciekawym stworem pożerającym stopy. Jak będzie większa postaramy się, by nauczyła się troszkę pomagać. Ok, więc sprzątanie nadal nie jest zabawne, ale na pewno przy dziecku staje się nieco ciekawsze i jest większym wyzwaniem. Kiedy niedawno prałam zasłony, postanowiliśmy wysuszyć je rozwieszając je na drzewie i tak powstała piękna kurtyna! Iga jest jeszcze za mała na zabawę w teatr, ale my bawiliśmy się świetnie. Jeśli macie drzewo, zasłony i dzieci niech nic nie powstrzyma Was przed zorganizowaniem ogrodowego teatru. Poza tym takie zasłony na drzewie wyglądają bardzo ładnie i dają miły cień. Za pomocą drzewa i zasłon można stworzyć piękny tymczasowy pokoik w ogrodzie. Zasłony suche, dzieci szczęśliwe, chociaż może praktyczniej byłoby dawać je dzieciom do zabawy przed praniem.
W Przystani słoneczniki są wysokie jak drzewa, dynie rosną sobie wśród nich jak wielkie piłki i wszystko jest bajkowo przeskalowane. Natura rozbujała się w pełnię swoich możliwości - pora na zbiory.


Ekologiczne życie w mieście to ostatnio modny temat. Co zrobić żeby zwrócić naturze choć część zabetonowanych i zurbanizowanych terenów? Architekci modernizmu stawiali na zielone dachy. Dziś entuzjaści zieleni podchodzą do architektury radykalnie i proponują zielone ściany - ogrody wertykalne. Mogą one pełnić funkcje czysto dekoracyjne lub być sposobem na własne warzywa i zioła. Nawet jeśli na ogród możemy przeznaczyć jedynie kilka doniczek na balkonie, być może warto zrezygnować z paprotki i zasiać np. fasolę.
Zima w pełni! Pełno też głodnych ptaków pod oknami. W przystaniowskim ogródku mamy teraz ptasie bale i całą gamę gatunków do obserwowania. Warto dokarmiać ptaki, a przy okazji można mieć przed domem ciekawy element małej architektury. Ptasie domki i karmniki mogą być bardzo proste, lub wręcz przeciwnie - od minimalizmu do pseudobaroku.
W październiku na Mazurach nie ma już turystów, a żeglarze zniknęli już dawno. Oprócz miejscowych, spotyka się tu już tylko wytrwałych rybaków i leśników, ewentualnie przemyka chyłkiem jakiś zgarbiony grzybiarz. Właśnie teraz, kiedy jesień zasypuje ogrody owocami, przydałyby się ręce do pomocy.
Może sezon turystyczno-urlopowy powinien być przesunięty? Słońce w złotych liściach, spokój wsi o tej porze roku i tak duża ilość owoców to przekonujące argumenty na sprowadzenie jesiennych turystów.
Za każdym razem kiedy idę do sadu czuję się jak w urodziny. Dostajemy od natury prezenty- wszystkie takie dobre!
Może sezon turystyczno-urlopowy powinien być przesunięty? Słońce w złotych liściach, spokój wsi o tej porze roku i tak duża ilość owoców to przekonujące argumenty na sprowadzenie jesiennych turystów.
Za każdym razem kiedy idę do sadu czuję się jak w urodziny. Dostajemy od natury prezenty- wszystkie takie dobre!
Niedawno z moim miejskim chłopakiem szukaliśmy różnic między marmoladą, dżemem, a konfiturą. Dla zwykłych śmiertelników przetwór owocowy to przetwór i tyle. Jednak my chcąc otrząsnąć się z mroków niewiedzy znaleźliśmy rozwiązanie zagadki. Konfitury to dorodne owoce, w całości zanurzone w gęstym cukrowym syropie. Dżem może być sporządzany z owoców słabszej jakości, część z nich rozgotowuje się i rozpada, część pozostaje w całości (by nawet niewprawny smakosz mógł zorientować się co pochłania). Marmolada jest rozgotowanym, słodkim przecierem owocowym. Tak to właśnie wygląda. Dowiedziałam się dzięki temu, że to co wyprawiam w kuchni co jesień to bez wątpliwości dżem.
Na jabłka z naszego sadu, które czekają na mnie w koszyku mam już plan. W projekt wmieszana jest mięta deserowa, goździki i to co wpadnie mi pod rękę w chwili największego bulgotania i przekładania wytworu w słoje (duże i małe- niektóre jeszcze babciowe marki Weck). Przed krojeniem i gotowaniem jabłek uczciłam plony zdjęciami w dziwnym dążeniu do uzyskania efektu martwych natur Cezanne'a. Gdzież mi tam do niego, ale może chociaż dżem mi wyjdzie...
Na jabłka z naszego sadu, które czekają na mnie w koszyku mam już plan. W projekt wmieszana jest mięta deserowa, goździki i to co wpadnie mi pod rękę w chwili największego bulgotania i przekładania wytworu w słoje (duże i małe- niektóre jeszcze babciowe marki Weck). Przed krojeniem i gotowaniem jabłek uczciłam plony zdjęciami w dziwnym dążeniu do uzyskania efektu martwych natur Cezanne'a. Gdzież mi tam do niego, ale może chociaż dżem mi wyjdzie...
Paul Cezanne : http://www.moma.org
Kiedy rano wychodziłam z domu miałam w planach posprzątać stodołę, zająć się kredensem i generalnie dokonać czegoś niebywałego. Jednak znienacka okazało się, że dziś niedziela i po prostu nie wypada się przemęczać. Postanowiłam dzień święty święcić i usadowiłam się w ogrodzie na słońcu. Ułożyłam bukiet, przyniosłam sobie książkę i jabłuszko. Siedzę sobie i świętuję, nic się nie dzieje, jest pięknie. Zrobiłam nawet zdjęcie mojego entouragu. Teraz, kiedy lato się kończy każda słoneczna chwila jest na wagę złota. Dlatego też jesienne podwieczorki, czytanie książek, czy jakiekolwiek inne spotkania przy stole wartoby przenieść do parku lub ogrodu.
Bukiet z łąkowych kwiatów i liści, jabłuszko prosto z sadu i książka pani E.Bronte
to dzisiejszy zestaw późnoletnio-ogrodowy
zdjęcie z : http://www.zpotrzebypiekna.pl/
zdjęcie z : http://celebrationsathomeblog.com/




















