Często piszę o czasie, który spędziłam w Paryżu - to było pół roku nauki, doświadczeń i nowych znajomości. We wrześniu wsiadłam w samolot do Francji z jedną walizką i jednym numerem telefonu do sympatycznej Brazylijki. Po kilku miesiącach książka telefoniczna była pełna kontaktów, głowa pełna pomysłów, portfel natomiast był pusty za sprawą opłacania paryskiego czynszu. Mieszkałam na strychu kamienicy na Montmartre - stereotypowe lokum biednego artysty. Studio było malutkie, ale Paryż wielki - większość czasu spędzałam na spacerach i na uczelni, a z wędrówek po mieście przynosiłam masę zdjęć.